Chłopak zaśmiał się gardłowo i przechylił głowę do tyłu,
zamykając przy tym oczy. Uwierzcie, cholernie pociągający widok.
-Nie żart, tylko twój najokropniejszy koszmar- szepnął,
pochylając się nad ladą i poruszając znacząco brwiami.
Byłam w tak ogromnym szoku, że nie miałam kompletnie żadnego
pomysłu na jakąś równie kreatywną odpowiedź, a zazwyczaj nie miałam z tym
problemu. Wgapiałam się w bruneta,
ciągle nie wierząc, że faktycznie stoi po drugiej stronie lady, w tym samym
miejscu, gdzie stałam ja podczas naszego pierwszego spotkania.
-Co ty tu do cholery robisz?!- wydukałam, gdy nareszcie
odzyskałam możliwość wydobycia z siebie jakichkolwiek słów.
-Ja? Nic takiego, przyjechałem po części, jak każdy inny
zwyczajny klient- odpowiedział niewinnie- wiesz, za pierwszym razem mi się to
niestety nie udało, jak pamiętasz, więc wróciłem.
-I tym razem nie masz ochoty niczego kraść?- udało się.
Powróciła Melanie. Melanie, z tą swoją odrobiną sarkazmu w głosie.
Nieznajomy uśmiechnął się delikatnie, ukazując przy tym te
swoje słodkie dołeczki. Uwielbiałam je.
Nie, stop, co?! Nie, nie uwielbiałam ich, boże, niczego w
tym człowieku nie lubię. Co się ze mną dzieje, po raz pierwszy w życiu nie
panuję nad własnymi myślami, które napadają moją głowę niespodziewanie i nie
dają się z niej wyrzucić, dopóki nie przyznam im racji.
-Nie spodziewałem się, że cię tu znowu zobaczę. Widzę, że
jesteś grzeczną córeczką tatusia, pomagającą w rodzinnym biznesie.
-Po pierwsze- jak się pewnie domyślasz, ja też nie
spodziewałam się twojej wizyty po ostatnim incydencie, po drugie- nie jestem taką
grzeczną dziewczynką, na jaką ci wyglądam, a po trzecie- skąd możesz wiedzieć,
że to rodzinny biznes hm? Może po prostu jestem tu zatrudniona?- wpatrywałam
się w niego bacznie, krzyżując ręce na piersi i odchylając się na fotelu.
Zauważyłam, że rysy jego twarzy stały się ostrzejsze, a szczery uśmiech
zniknął. Zastąpił go dziwny grymas, któremu towarzyszyły lekko zmarszczone
brwi.
-Powiedzmy, że jestem po prostu błyskotliwy.
Niesamowite, jak w jednym momencie wyraz twarzy tego faceta
może się tak szybko zmieniać. Znowu uśmiechał się tym tradycyjnym uśmiechem,
który znałam już bardzo dobrze, a nienawidziłam tak bardzo, jak tylko się da.
Musiałam coś powiedzieć, chcąc przerwać męczącą ciszę, w
której wpatrywaliśmy się w siebie bardzo dokładnie, jakby pragnąc w tej
krótkiej chwili wchłonąć i zapamiętać każdy fragment naszych ciał, jakkolwiek
głupio to nie zabrzmi:
-Ymm… to kupujesz coś czy nie?- wydusiłam z siebie, kładąc
specjalny nacisk na słowo ,,kupujesz’’. Chłopak chyba wyczuł mój zamysł i
prychnął, po czym wypowiedział nazwę jakiejś dziwnej części, bodajże do motoru,
ale nie byłam tego pewna w 100 %, nie znałam się jeszcze na tych wszystkich
skomplikowanych sprawach motoryzacyjnych.
-Przepraszam, ale raczej ci nie pomogę, poszłabym po tatę,
ale boję się tu ciebie zostawiać samego, rozumiesz.
Znowu ten sam śmiech.
-No tak, jasne, twoja nieufność jest zrozumiała. W takim
razie, zostawię tu swój numer- powiedział i sięgnął po kartkę i długopis leżące
na ladzie, po czym pospiesznie zapisał coś na kawałku papieru i podał mi go do
ręki- jak już dowiesz się, że ta część, której poszukuję, znajduje się u was,
daj mi znać.
Zanim się obejrzałam, już go nie było. Zniknął, zostawiając
po sobie szeroko otwarte drzwi . Po chwili jednak usłyszałam warkot motoru,
niemal identyczny jak ten spod szkoły. Dobra, wiem, że każdy motor brzmi
praktycznie tak samo, ale ten miał jakiś wyczuwalnie inny odgłos. Brunet na
maszynie pojawił się przed wejściem do sklepu i zdjął kask.
-Cześć, śliczna! – dało się wyczytać z jego ust, które na
marne próbowały przekrzyczeć warkot motoru.
~~
To jakaś paranoja. Z jakiej racji, od już dobrej godziny
siedzę na fotelu z kawałkiem kartki papieru w ręce i telefonem w drugiej,
zastanawiając się, czy zadzwonić pod ten ,,zakazany’’ numer, czy też nie.
Przecież nie powinnam w ogóle o tym myśleć, ja nawet nie wiem, jak ten koleś
się nazywa. Jednak ciekawość nie daje mi spokoju. Muszę dowiedzieć się, czego
takiego szukał w sklepie mojego ojca, bo na pewno nie części do motoru. To wiem
prawie na 100 %, dodatkowo zważając na jego dzisiejsze, dość dziwne zachowanie.
W tamtym momencie do mojego ciała musiała wkraść się jakaś
bezlitosna dusza, która pokierowała moim umysłem i kończynami w ten sposób, że w
przeciągu jednej minuty już mogłam usłyszeć sygnał, przez przyłożony do mojego
ucha telefon. Jeszcze nie było za późno, jeszcze mogłam się rozłączyć. Czemu te
cholerne coś we mnie mi nie pozwalało?!
-Halo?- w słuchawce odezwał się już znajomy mi głos.
-Cześć… - i nagle ogarnęła mnie fala zażenowania z powodu
tego, że nie wiedziałam nawet, jak mam się mu przedstawić- tutaj dziewczyna ze
sklepu, który chciałeś obrabować. Pamiętasz jeszcze?
-Och, cześć, nie spodziewałem się, że tak szybko zadzwonisz-
w jego głosie dało wyczuć się nutkę radości. Albo to tylko ja sobie coś
wmawiałam- Pojawiły się te części?- spytał.
-W zasadzie, dzwonię w nieco innej sprawie, chciałabym się z
tobą spotkać.
~~
Jednak jakaś część mnie silnie obawiała się tego mężczyzny,
powiedzmy, że była to po prostu kobieca intuicja. Miałam szczerą nadzieję, aby
w tym wypadku zawiodła, żeby moje przypuszczenia się nie sprawdziły. Popędzana
ciekawością poznania prawdy o chłopaku, który przez kilka dni nie pozwalał mi
racjonalnie myśleć, w dynamicznym tempie pojawiłam się przy drzwiach kawiarni. Nie
chciałam być wcześniej, lub nawet punktualnie, aby nie pomyślał, że się
narzucam lub jestem nachalna czy coś w tym stylu. Musiałam wyjść na delikatnie
obojętną, przynajmniej cel był taki, aby chociaż tak pomyślał. Z całej siły
popchnęłam masywne drzwi i znajdując się pośrodku mojej ulubionej kawiarni,
zaczęłam nerwowo się rozglądać w poszukiwaniu bujnej czupryny brązowych loków,
zaczesanych lekko do tyłu. W końcu mój wzrok zatrzymał się na mężczyźnie, który
siedział do mnie tyłem. Biorąc kilka oddechów, pokierowałam moimi stopami w
tamtą stronę. Po chwili siadałam już naprzeciwko bruneta. Uśmiechnął się
szeroko na mój widok i skinął głową na przywitanie.
-Witaj, śliczna.
-Nie mów tak do mnie- odparłam groźnie. Nie mogłam mu
pozwolić na dużo, nie mógł mną manipulować jakimiś słodkimi słówkami, które
kompletnie na mnie nie działały- Mam na imię Melanie, dla przyjaciół po prostu
Mel.
-A więc Mel…
-Czy ja powiedziałam, że jesteś moim przyjacielem? Nie
zapędzaj się chłopcze- niesamowite, na jaką pewność siebie zdobyłam się w
przeciągu jednej minuty. Na moje słowa, on zaśmiał się i przez chwilę
przyglądał mi się z zaciekawieniem.
-W porządku, Melanie- powiedział, dokładnie sylabując ostatni
wyraz- Ja jestem Harry.
Harry. Nareszcie poznałam jego imię. Niesamowite, jak
satysfakcjonujące to było w tamtej chwili, jakbym osiągnęła nie wiadomo jaki
cel, a tak naprawdę poznałam tylko jego imię. Co prawda, ciekawe imię, ale nic
w tym fascynującego.
-Harry… Spotkałam się z tobą tutaj, bo chciałabym wiedzieć,
co tak naprawdę robiłeś w sklepie mojego ojca tamtej nocy. Oczywiście nie
musisz się martwić, wszystko zatrzymam dla siebie- wyrecytowałam prawie na
jednym tchu regułkę, którą ćwiczyłam sobie wczoraj przed lustrem. Wiem, może to
głupie, ale bardzo pomaga, tym bardziej, że niezbyt często kontaktuję się z
osobnikami płci przeciwnej i nie mam ,jakby to powiedzieć, doświadczenia.
-Już ci to powiedziałem. Przyjechałem kupić części, a że
nikogo nie było w środku to myślałem, że to sklep samoobsługowy, to wszystko.
-A światło? Robiłeś zakupy w ciemności?- zapytałam
podejrzliwie.
-Szukałem włącznika, ale w tamtym momencie weszłaś ty i
wzięłaś mnie za złodzieja. Ot to, cała historia.
Nie wiem, przysięgam, nie mam pojęcia czemu, ale
najzwyczajniej w świecie totalnie mu nie wierzyłam. Było w jego głosie coś, co mnie
o tym zawiadomiło. Nie jest ze mną do końca szczery, ale jeśli nie zamierza mi
powiedzieć nic więcej, to nie będę teraz nalegać, bo nic nie wskóram. Wkrótce
się jakoś dowiem.
-Dwie wody poprosimy- Harry zwrócił się oschle do kelnerki,
przyjmującej nasze zamówienie i wpatrującej się w Harrego w taki sposób, jakby
chciała go zjeść na moich oczach. Po ponaglającym spojrzeniu chłopaka,
dziewczyna otrząsnęła się, obróciła na pięcie i po chwili wróciła z
zamówieniem.
-Nie wierzę ci- szepnęłam po dejściu kelnerki od stolika,
wpatrując się przy tym w szklankę wody. Niesamowite, jak bardzo była wtedy
interesująca.
-Nie każę ci wierzyć- odparł szybko- Melanie, nie jestem gangsterem,
tyle powinno ci wystarczyć- dodał śmiertelnie poważnym tonem. Przy tych słowach
oparł się o stolik, pochylił nade mną i wpatrywał tak długo, aż udało mi się
oderwać mój wzrok od szklanki.
-A ja nie przepadam za tajemnicami, tyle też powinno ci
wystarczyć.
Harry znów zaśmiał się w swój charakterystyczny sposób, po
czym rzekł:
-Już cię lubię.
-A ja ciebie nie, więc musisz się jeszcze trochę postarać-
odparłam, ponownie dumna ze swoich słów. Panie i panowie, Melanie bije dzisiaj
rekordy wredoty!
-Czyli to wskazuje na następne spotkanie.
Cholera, sprytnie mnie podszedł. Mimo, że ciągle coś
krzyczało w moje głowie, abym nie zbliżała się więcej do tego chłopaka, to i
tak już pragnęłam następnego spotkania z nim. To idiotyczne, że dziewczyny tak
ciągnie do tak zwanych ,,Bad boy’ów’’. Zamiast szukać idealnego materiału na
księcia z bajki, to one wolą użerać się z niebezpiecznym chłopakiem z
wytatuowanym ciałem i osobowością wolną od jakichkolwiek zobowiązań, z
chłopakiem, którego nie akceptują rodzice, ani nawet przyjaciele. Paradoks, że
właśnie ja zaczęłam należeć do tej grupy psychicznie walniętych dziewczyn.
Czułam, że pewnie jeszcze tego pożałuję.
-Dobrze, bo nie pozwoliłbym ci teraz uciec, za bardzo mnie
zaintrygowałaś- rzekł, ciągle mnie obserwując i upijając łyk ze szklanki pełnej
zimnej wody. Jaką miałam wtedy ochoty ją na siebie wylać! Może chociaż trochę
ostudziłaby moje chore myśli- no ale ja ciebie też musiałem skoro zadzwoniłaś,
bo nie wmówisz mi, że to tylko z ciekawości.
Sprytny chłopiec. Chyba nie będę miała z nim za łatwo.
-Owszem, chciałam się po prostu dowiedzieć, co robiłeś w
warsztacie mojego ojca- odpowiedziałam, spuszczając głowę. Robiłam to za każdym
razem, kiedy kłamałam, bo wszyscy mówią mi, że kłamstwo widać w moich oczach.
-Teraz to ja ci nie wierzę.
-Nie każę ci wierzyć- podniosłam głowę, przytaczając jego
wcześniejsze słowa i uśmiechając się szeroko. Pod wpływem jego zaciętego
spojrzenia dodałam- Oj dobra, może trochę mnie oczarowałeś, może być?
Ja, poddająca się. Ja. Przecież to niemożliwe, nierealne,
nie do wykonania. Jestem najbardziej upartym stworzeniem pod słońcem i nagle
ja, tak szybko odpuszczająca? Nie podoba mi się, co ten chłopak ze mną robi.
-Teraz tak, grzeczna dziewczynka.
Samotność, narkotyki, uczucie. Nowe opowiadanie o Zaynie Maliku. Zapraszam http://destructionindarkness.blogspot.com
OdpowiedzUsuńJhjgkqmpmhd nieźle! Jaki Harry! Kiedy planujesz nastepny rozdział ? :) mozesz mnie informowac?
OdpowiedzUsuń@middleofmyworld
Rozdział mogę dodać w każdej chwili, ale zastanawiam się nad tym, kto wgl czyta tego bloga. :) Muszę go najpierw trochę rozgłosić.
UsuńBędę informować!
Ciekawy pomysł :D widzę, że nie tylko mnie pociąga wizja Harrego przestępcy xD
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie: www.fallen-zayn-fanfiction.blogspot.com