czwartek, 9 stycznia 2014

~ Rozdział III ~

I jest trójeczka. Mało mi się podoba, ale mam nadzieję, że wkrótce jakoś uda mi się odkuć. ;)
 Jeśli czytasz, proszę skomentuj.
Love .xx

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
Chłopak zaśmiał się gardłowo i przechylił głowę do tyłu, zamykając przy tym oczy. Uwierzcie, cholernie pociągający widok.
-Nie żart, tylko twój najokropniejszy koszmar- szepnął, pochylając się nad ladą i poruszając znacząco brwiami.
Byłam w tak ogromnym szoku, że nie miałam kompletnie żadnego pomysłu na jakąś równie kreatywną odpowiedź, a zazwyczaj nie miałam z tym problemu.  Wgapiałam się w bruneta, ciągle nie wierząc, że faktycznie stoi po drugiej stronie lady, w tym samym miejscu, gdzie stałam ja podczas naszego pierwszego spotkania.
-Co ty tu do cholery robisz?!- wydukałam, gdy nareszcie odzyskałam możliwość wydobycia z siebie jakichkolwiek słów.
-Ja? Nic takiego, przyjechałem po części, jak każdy inny zwyczajny klient- odpowiedział niewinnie- wiesz, za pierwszym razem mi się to niestety nie udało, jak pamiętasz, więc wróciłem.
-I tym razem nie masz ochoty niczego kraść?- udało się. Powróciła Melanie. Melanie, z tą swoją odrobiną sarkazmu w głosie.
Nieznajomy uśmiechnął się delikatnie, ukazując przy tym te swoje słodkie dołeczki. Uwielbiałam je.
Nie, stop, co?! Nie, nie uwielbiałam ich, boże, niczego w tym człowieku nie lubię. Co się ze mną dzieje, po raz pierwszy w życiu nie panuję nad własnymi myślami, które napadają moją głowę niespodziewanie i nie dają się z niej wyrzucić, dopóki nie przyznam im racji.
-Nie spodziewałem się, że cię tu znowu zobaczę. Widzę, że jesteś grzeczną córeczką tatusia, pomagającą w rodzinnym biznesie.
-Po pierwsze- jak się pewnie domyślasz, ja też nie spodziewałam się twojej wizyty po ostatnim incydencie, po drugie- nie jestem taką grzeczną dziewczynką, na jaką ci wyglądam, a po trzecie- skąd możesz wiedzieć, że to rodzinny biznes hm? Może po prostu jestem tu zatrudniona?- wpatrywałam się w niego bacznie, krzyżując ręce na piersi i odchylając się na fotelu. Zauważyłam, że rysy jego twarzy stały się ostrzejsze, a szczery uśmiech zniknął. Zastąpił go dziwny grymas, któremu towarzyszyły lekko zmarszczone brwi.
-Powiedzmy, że jestem po prostu błyskotliwy.
Niesamowite, jak w jednym momencie wyraz twarzy tego faceta może się tak szybko zmieniać. Znowu uśmiechał się tym tradycyjnym uśmiechem, który znałam już bardzo dobrze, a nienawidziłam tak bardzo, jak tylko się da.
Musiałam coś powiedzieć, chcąc przerwać męczącą ciszę, w której wpatrywaliśmy się w siebie bardzo dokładnie, jakby pragnąc w tej krótkiej chwili wchłonąć i zapamiętać każdy fragment naszych ciał, jakkolwiek głupio to nie zabrzmi:
-Ymm… to kupujesz coś czy nie?- wydusiłam z siebie, kładąc specjalny nacisk na słowo ,,kupujesz’’. Chłopak chyba wyczuł mój zamysł i prychnął, po czym wypowiedział nazwę jakiejś dziwnej części, bodajże do motoru, ale nie byłam tego pewna w 100 %, nie znałam się jeszcze na tych wszystkich skomplikowanych sprawach motoryzacyjnych.
-Przepraszam, ale raczej ci nie pomogę, poszłabym po tatę, ale boję się tu ciebie zostawiać samego, rozumiesz.
Znowu ten sam śmiech.
-No tak, jasne, twoja nieufność jest zrozumiała. W takim razie, zostawię tu swój numer- powiedział i sięgnął po kartkę i długopis leżące na ladzie, po czym pospiesznie zapisał coś na kawałku papieru i podał mi go do ręki- jak już dowiesz się, że ta część, której poszukuję, znajduje się u was, daj mi znać.
Zanim się obejrzałam, już go nie było. Zniknął, zostawiając po sobie szeroko otwarte drzwi . Po chwili jednak usłyszałam warkot motoru, niemal identyczny jak ten spod szkoły. Dobra, wiem, że każdy motor brzmi praktycznie tak samo, ale ten miał jakiś wyczuwalnie inny odgłos. Brunet na maszynie pojawił się przed wejściem do sklepu i zdjął kask.
-Cześć, śliczna! – dało się wyczytać z jego ust, które na marne próbowały przekrzyczeć warkot motoru.
~~
To jakaś paranoja. Z jakiej racji, od już dobrej godziny siedzę na fotelu z kawałkiem kartki papieru w ręce i telefonem w drugiej, zastanawiając się, czy zadzwonić pod ten ,,zakazany’’ numer, czy też nie. Przecież nie powinnam w ogóle o tym myśleć, ja nawet nie wiem, jak ten koleś się nazywa. Jednak ciekawość nie daje mi spokoju. Muszę dowiedzieć się, czego takiego szukał w sklepie mojego ojca, bo na pewno nie części do motoru. To wiem prawie na 100 %, dodatkowo zważając na jego dzisiejsze, dość dziwne zachowanie.
W tamtym momencie do mojego ciała musiała wkraść się jakaś bezlitosna dusza, która pokierowała moim umysłem i kończynami w ten sposób, że w przeciągu jednej minuty już mogłam usłyszeć sygnał, przez przyłożony do mojego ucha telefon. Jeszcze nie było za późno, jeszcze mogłam się rozłączyć. Czemu te cholerne coś we mnie mi nie pozwalało?!
-Halo?- w słuchawce odezwał się już znajomy mi głos.
-Cześć… - i nagle ogarnęła mnie fala zażenowania z powodu tego, że nie wiedziałam nawet, jak mam się mu przedstawić- tutaj dziewczyna ze sklepu, który chciałeś obrabować. Pamiętasz jeszcze?
-Och, cześć, nie spodziewałem się, że tak szybko zadzwonisz- w jego głosie dało wyczuć się nutkę radości. Albo to tylko ja sobie coś wmawiałam- Pojawiły się te części?- spytał.
-W zasadzie, dzwonię w nieco innej sprawie, chciałabym się z tobą spotkać.
~~
Jednak jakaś część mnie silnie obawiała się tego mężczyzny, powiedzmy, że była to po prostu kobieca intuicja. Miałam szczerą nadzieję, aby w tym wypadku zawiodła, żeby moje przypuszczenia się nie sprawdziły. Popędzana ciekawością poznania prawdy o chłopaku, który przez kilka dni nie pozwalał mi racjonalnie myśleć, w dynamicznym tempie pojawiłam się przy drzwiach kawiarni. Nie chciałam być wcześniej, lub nawet punktualnie, aby nie pomyślał, że się narzucam lub jestem nachalna czy coś w tym stylu. Musiałam wyjść na delikatnie obojętną, przynajmniej cel był taki, aby chociaż tak pomyślał. Z całej siły popchnęłam masywne drzwi i znajdując się pośrodku mojej ulubionej kawiarni, zaczęłam nerwowo się rozglądać w poszukiwaniu bujnej czupryny brązowych loków, zaczesanych lekko do tyłu. W końcu mój wzrok zatrzymał się na mężczyźnie, który siedział do mnie tyłem. Biorąc kilka oddechów, pokierowałam moimi stopami w tamtą stronę. Po chwili siadałam już naprzeciwko bruneta. Uśmiechnął się szeroko na mój widok i skinął głową na przywitanie.
-Witaj, śliczna.
-Nie mów tak do mnie- odparłam groźnie. Nie mogłam mu pozwolić na dużo, nie mógł mną manipulować jakimiś słodkimi słówkami, które kompletnie na mnie nie działały- Mam na imię Melanie, dla przyjaciół po prostu Mel.
-A więc Mel…
-Czy ja powiedziałam, że jesteś moim przyjacielem? Nie zapędzaj się chłopcze- niesamowite, na jaką pewność siebie zdobyłam się w przeciągu jednej minuty. Na moje słowa, on zaśmiał się i przez chwilę przyglądał mi się z zaciekawieniem.
-W porządku, Melanie- powiedział, dokładnie sylabując ostatni wyraz- Ja jestem Harry.
Harry. Nareszcie poznałam jego imię. Niesamowite, jak satysfakcjonujące to było w tamtej chwili, jakbym osiągnęła nie wiadomo jaki cel, a tak naprawdę poznałam tylko jego imię. Co prawda, ciekawe imię, ale nic w tym fascynującego.
-Harry… Spotkałam się z tobą tutaj, bo chciałabym wiedzieć, co tak naprawdę robiłeś w sklepie mojego ojca tamtej nocy. Oczywiście nie musisz się martwić, wszystko zatrzymam dla siebie- wyrecytowałam prawie na jednym tchu regułkę, którą ćwiczyłam sobie wczoraj przed lustrem. Wiem, może to głupie, ale bardzo pomaga, tym bardziej, że niezbyt często kontaktuję się z osobnikami płci przeciwnej i nie mam ,jakby to powiedzieć, doświadczenia.
-Już ci to powiedziałem. Przyjechałem kupić części, a że nikogo nie było w środku to myślałem, że to sklep samoobsługowy, to wszystko.
-A światło? Robiłeś zakupy w ciemności?- zapytałam podejrzliwie.
-Szukałem włącznika, ale w tamtym momencie weszłaś ty i wzięłaś mnie za złodzieja. Ot to, cała historia.
Nie wiem, przysięgam, nie mam pojęcia czemu, ale najzwyczajniej w świecie totalnie mu nie wierzyłam. Było w jego głosie coś, co mnie o tym zawiadomiło. Nie jest ze mną do końca szczery, ale jeśli nie zamierza mi powiedzieć nic więcej, to nie będę teraz nalegać, bo nic nie wskóram. Wkrótce się jakoś dowiem.
-Dwie wody poprosimy- Harry zwrócił się oschle do kelnerki, przyjmującej nasze zamówienie i wpatrującej się w Harrego w taki sposób, jakby chciała go zjeść na moich oczach. Po ponaglającym spojrzeniu chłopaka, dziewczyna otrząsnęła się, obróciła na pięcie i po chwili wróciła z zamówieniem.
-Nie wierzę ci- szepnęłam po dejściu kelnerki od stolika, wpatrując się przy tym w szklankę wody. Niesamowite, jak bardzo była wtedy interesująca.
-Nie każę ci wierzyć- odparł szybko- Melanie, nie jestem gangsterem, tyle powinno ci wystarczyć- dodał śmiertelnie poważnym tonem. Przy tych słowach oparł się o stolik, pochylił nade mną i wpatrywał tak długo, aż udało mi się oderwać mój wzrok od szklanki.
-A ja nie przepadam za tajemnicami, tyle też powinno ci wystarczyć.
Harry znów zaśmiał się w swój charakterystyczny sposób, po czym rzekł:
-Już cię lubię.
-A ja ciebie nie, więc musisz się jeszcze trochę postarać- odparłam, ponownie dumna ze swoich słów. Panie i panowie, Melanie bije dzisiaj rekordy wredoty!
-Czyli to wskazuje na następne spotkanie.
Cholera, sprytnie mnie podszedł. Mimo, że ciągle coś krzyczało w moje głowie, abym nie zbliżała się więcej do tego chłopaka, to i tak już pragnęłam następnego spotkania z nim. To idiotyczne, że dziewczyny tak ciągnie do tak zwanych ,,Bad boy’ów’’. Zamiast szukać idealnego materiału na księcia z bajki, to one wolą użerać się z niebezpiecznym chłopakiem z wytatuowanym ciałem i osobowością wolną od jakichkolwiek zobowiązań, z chłopakiem, którego nie akceptują rodzice, ani nawet przyjaciele. Paradoks, że właśnie ja zaczęłam należeć do tej grupy psychicznie walniętych dziewczyn. Czułam, że pewnie jeszcze tego pożałuję.
-Dobrze, bo nie pozwoliłbym ci teraz uciec, za bardzo mnie zaintrygowałaś- rzekł, ciągle mnie obserwując i upijając łyk ze szklanki pełnej zimnej wody. Jaką miałam wtedy ochoty ją na siebie wylać! Może chociaż trochę ostudziłaby moje chore myśli- no ale ja ciebie też musiałem skoro zadzwoniłaś, bo nie wmówisz mi, że to tylko z ciekawości.
Sprytny chłopiec. Chyba nie będę miała z nim za łatwo.
-Owszem, chciałam się po prostu dowiedzieć, co robiłeś w warsztacie mojego ojca- odpowiedziałam, spuszczając głowę. Robiłam to za każdym razem, kiedy kłamałam, bo wszyscy mówią mi, że kłamstwo widać w moich oczach.
-Teraz to ja ci nie wierzę.
-Nie każę ci wierzyć- podniosłam głowę, przytaczając jego wcześniejsze słowa i uśmiechając się szeroko. Pod wpływem jego zaciętego spojrzenia dodałam- Oj dobra, może trochę mnie oczarowałeś, może być?
Ja, poddająca się. Ja. Przecież to niemożliwe, nierealne, nie do wykonania. Jestem najbardziej upartym stworzeniem pod słońcem i nagle ja, tak szybko odpuszczająca? Nie podoba mi się, co ten chłopak ze mną robi.

-Teraz tak, grzeczna dziewczynka.

piątek, 3 stycznia 2014

~ Rozdział II ~

Czytasz=komentujesz
Z góry dziękuję za wszystkie słowa krytyki, czy pochwały.
Następny rozdział pojawi się po 3 komentarzach.
Kocham was. xx


Nowa bohaterka: Katherine/Kath 17 lat

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! Bardzo dziwnie się dziś zachowujesz- Meg zawsze potrafi ściągnąć mnie na ziemię.
Meg to moja najlepsza przyjaciółka. Znam ją połowę mojego życia. Kocham ją, a zarazem nienawidzę, wiecie jak to jest z przyjaciółkami. Potrafi być niemożliwie niesforna, nieposłuszna, szalona i ma zdecydowanie własny świat i to sprawia, że jest najwspanialsza na świecie. To dzięki niej stałam się odważniejsza, ja uczę się czegoś od niej, ona czegoś ode mnie, coś jak transakcja wymienna.
-No tak, słucham przecież.
-Tak? To co powiedziałam?- spytała dziewczyna, krzyżując ręce na piersi i marszcząc brwi.
-No… eee… no pewnie coś o matmie?
Meg w odpowiedzi pokręciła przecząco głową.
-Fizie?- kontynuowałam zagadki.
Ponowne zaprzeczenie.
-Angielskim?
I znowu ta grymaśna mina.
-Dobra, poddaję się, nie słuchałam, przepraszam- spojrzałam na nią miną zranionego zwierzęcia, mając nadzieję, że zadziała na nieco obrażoną przyjaciółkę. Zazwyczaj działało.
-Co się z tobą dzieje, dawno nie widziałam cię takiej skwaszonej i… dziwnej- stwierdziła opuszczając ręce, kucając przy plecaku i rozpoczynając poszukiwania odpowiedniej książki w ogromnym bałaganie. Miała tam wszystko. Choćbym nie wiem, ile jej nagadała, nigdy nie posprząta. Jeśli chodzi o Meg, może starać się zmienić prawie każdą swoją cechę, ale przenigdy nie stanie się porządnicka w żadnym, najmniejszym stopniu.
W związku z tym, że zapowiadało się na długie poszukiwania, zabrałam się do opowieści mojej wczorajszej ,,przygody’’.
-Żartujesz?!- wykrzyczała na całą szkołę Meg, aż zatrzymując się na środku korytarza ze zdziwienia i prawie opuszczając książkę, którą po 15 minutach jakimś cudem udało jej się znaleźć.
-No wydaję mi się, że nie żartuję, dlatego próbuję to sobie jakoś oswoić, bo to dla mnie dziwna sytuacja.
-Ale to przecież ekstra! Nie wiedziałam, że z ciebie taka niegrzeczna dziewczynka!  Przydałby ci się taki chłopak, wiesz, bad boy. Może nauczyłby cię różnych szaleństw…
Chyba się trochę zapędziła. Przyzwyczaiłam się, że Meg dużo gada i potrafi sobie czasem za bardzo wyimaginować pewne sprawy, ale tym razem to przesada. Z jakiej racji uważa, że potencjalny złodziej byłby dobrym materiałem na chłopaka dla mnie? Moi rodzice chyba by mnie wydziedziczyli. W najlepszym wypadku.
-Co ty znowu wymyślasz?! Jaki chłopak, jakich szaleństw?! Takich rzeczy to ty sobie możesz próbować, ja się na to nie nadaję i nie mam ochoty, więc przestań tak mówić- odparłam oburzona.
-Oj, już się nie burz, żartowałam.
Pokiwałam głową, robiąc przy tym minę z serii ,,mam dość tych twoich żartów’’ i szybkim krokiem ruszyłam do sali na ostatnią lekcję.
-Ale skąd możesz wiedzieć, że się nie nadajesz, skoro nie próbowałaś?- odezwała się jeszcze Meg, goniąc mnie i szczerząc się od ucha do ucha,dumna ze swoich słów.
~~
Dzwonek zabrzęczał w mojej głowie tak mocno, jakby ktoś tłukł o moją głowę masywne szklane butelki. Gdy tylko wrócę do domu, muszę się natychmiast położyć i odpocząć. Przeróżne myśli na temat wczorajszego dnia zaprzątały mi głowę. Dopadły mnie nawet małe wyrzuty sumienia w związku z tym, że puściłam wolno złodzieja, który chciał okraść firmę mojego własnego ojca. Sama nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć, nie mogłam liczyć na niczyją pomoc, nawet Meg. Jeśli chodzi o nią to na wieść o ,,młodym, wysokim, wytatuowanym brunecie z potarganymi włosami i zieloną głębią w oczach’’ podskakiwała z podniecenia, jak dziecko, które dostało pod choinkę upragnioną zabawkę.
Wychodziłyśmy ze szkoły nieco zmęczone psychicznie, na ostatniej lekcji profesor dał całej klasie nieźle popalić. Dodatkowo znowu miałam nieprzyjemną sprzeczkę z Kath. To nieznośna laska, pusta blondyna, która uważa, że wszyscy chłopcy lecą na jej twarz i intelekt( którego oczywiście nie posiada), a nie na dupę i cycki. Naiwna dziewczynka. Nienawidzimy się odkąd się znamy, ja jednak staram się ją olewać, Meg niestety nie zawsze wychodzi to tak łatwo, przez co ma z Kath częste problemy. Teraz szłyśmy z Meg w milczeniu, chyba obydwie marzyłyśmy w tamtej chwili, żeby rzucić się na łóżko i spać, aż do rozpoczęcia wakacji. Zostały tylko trzy tygodnie, jeśli wytrzymam jeszcze tyle w tej szkole, to powinnam dostać Nagrodę Nobla.
-Patrz! Ale maszyna!- rozweseliła się nagle Meg, wskazując w kierunku zaparkowanego przed szkołą czarnego ścigacza. Gdzieniegdzie na pojeździe namalowane były czerwone płomienie ognia. Ogólnie motor faktycznie prezentował się w porządku, zawsze chciałam przejechać się czymś takim, co nie zmienia faktu, że osoby dobrowolnie prowadzące tego mechanicznego zabójcę to dawcy organów.
Mój zachwyt przerwał widok zbliżającego się do motoru dobrze zbudowanego mężczyzny, ubranego w skórę, czarne spodnie i wysokie, masywne buty. Jak mogło nie być mu w tym wszystkim gorąco?
Przeżyłam szok, gdy moim oczom ukazał się brunet z bałaganem na głowie i zielonymi oczyma. Tym razem jednak nie błyszczały tak intensywnie, jak za naszym pierwszym spotkaniem. Stanęłam na środku ulicy osłupiała, Meg przyglądała mi się z zaciekawieniem i pytającym spojrzeniem. Wkrótce sama zorientowała się o co chodzi.
-O NIE WIERZĘ! TO TEN KOLEŚ?! TEN ZŁODZIEJ, TAK?!  
Czemu ona czasami ma jakiś dziwny zwyczaj mówienia zdecydowanie za głośno, szczególnie w takich niezbyt przyjemnych sytuacjach? Miałam ochotę ją wtedy zabić, albo lepiej zapaść się pod ziemię, żeby chłopak nie zdążył mnie zauważyć. Niestety było za późno, zwabiony piskliwym krzykiem mojej przyjaciółki, odwrócił się w naszą stronę ze zmarszczonymi brwiami. Od razu jego twarz pogodniała i uśmiechnął się do mnie tym swoim kpiącym uśmieszkiem. Nie wierzę, że mnie poznał. Nie wierzę, że znowu go spotkałam. Miałam nadzieję, ba, byłam pewna, że się już więcej nie zobaczymy. Londyn to w końcu miasto liczące ponad 20 milionów mieszkańców, jak to możliwe, że ten człowiek mnie prześladuje? Zamrugałam kilka razy powiekami, aby się otrząsnąć, a w tym czasie przy motorze tajemniczego faceta pojawił się nikt inny jak… Kath! Tak właśnie, również nie mogłyśmy w to z Meg uwierzyć. Czule pocałowała motocyklistę w policzek, sprawnie nałożyła na ten swój kanciasty łeb kask i okrakiem zasiadła na maszynie.
-Ale jazda, nie?- szepnęła zszokowana Meg. No tak, teraz jakoś umiała mówić cicho.
W związku z tym, że cała sytuacja wyglądała dość dziwnie, wokół motoru zebrało się coraz więcej ludzi. ,,O co chodzi, nie ma tu żadnego przedstawienia ludzie!’’, mimo tego stałyśmy z Meg ciągle w tym samym miejscu. Nie wiem, jak bardzo chciałam się wtedy poruszyć, to najzwyczajniej w świecie nie mogłam. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa, więc chciałam odwrócić chociaż głowę. Uniemożliwiło mi to ostatnie spojrzenie bruneta w moją stronę. Jego zielone oczy znowu śmiesznie błyszczały, a kpina zniknęła z jego twarzy. W zamian, obdarował mnie słodkim uśmiechem, ukazując przy tym głębokie dołeczki w policzkach. Cholera, czego on ode mnie oczekiwał? Ze wzburzeniem podniosłam torbę, która jakimś cudem upadła mi na ziemię i pospiesznie ruszyłam w kierunku domu. Za plecami słyszałam tylko tupot stóp przyjaciółki, próbującej mnie dogonić i warkot silnika ruszającego motoru.
~~
Jak co sobotę rano, siedziałam u taty w pracy i pilnowałam sklepu, kiedy on ślęczał przy jakimś samochodzie, którego nie zdążył naprawić w środku tygodnia, a musiał być koniecznie gotowy na poniedziałek. Tata często brał na siebie dodatkową robotę, co nie zawsze mi pasowało. Był już i tak za bardzo przemęczony, niedługo skończy 50 lat, a nawet nie wyobraża sobie jakby miał przestać pracować, nie chce nawet o tym słyszeć. Dlatego jedyne, co mogę dla niego zrobić to mała pomoc w prowadzeniu firmy. Niby nie znam się na pojazdach, ale coraz bardziej orientuję się w częściach czy paliwach, więc zaczynam kierować sklepem. W soboty zazwyczaj nie ma już klientów, jedynie pojedyncze osoby przyjadą po jakieś drobne części lub paliwo, najczęściej są to osoby, które wyjeżdżają gdzieś i muszą zaopatrzyć pojazd we wszystko, co potrzebne.
Siedziałam na stołku za wysoką ladą, w tym samym miejscu, gdzie parę dni temu stała osoba, która ciągle zakrzątała mi głowę, choć nie powinna. Aby się czymś zająć włączyłam komputer i zaczęłam przeglądać jakieś bezsensowne strony. Nudziło mi się coraz bardziej, cicho włączyłam moją ulubioną piosenkę i zaczęłam do niej śpiewać, kręcąc się na stołku i ciągle gapiąc się w jasny ekran monitora.
-Nie dość, że śliczna, to jeszcze jaka utalentowana- usłyszałam przed sobą przepełniony kpiną zachrypnięty głos, który poznałam od razu. Z lekką obawą podniosłam głowę…

-To chyba jakiś żart- podsumowałam.

wtorek, 31 grudnia 2013

~ Rozdział I ~

Oto jest pierwszy. Mnie średnio się podoba, ale obiecuję, że akcja się rozwinie i będzie chyba dość ciekawie :)
Jeśli czytasz, proszę skomentuj, to dla mnie ważne.
Mogę informować na twitterze o nowych rozdziałach.
Miłego czytania i oczywiście
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !! 
*nie upijcie się dziś, mroczny Harold nad wami czuwa*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Meeeel! Pojedziesz ze mną do warsztatu? Przydałoby się trochę posprzątać.
-Mogę jechać, i tak nie mam dziś żadnych planów.
Mój ojciec, urodzony biznessman, skończył w wieku 42 lat jako człowiek, zakładający swoją własną firmę… no, może trochę inną niż sobie wymarzył, ale chociaż miał coś swojego. Był to sklep z częściami motoryzacyjnymi i warsztat samochodowy. Wiem, nie brzmi rewelacyjnie, ale nie jest najgorzej, serio.  Podziwiam go, że sam na pozycji szefa potrafi wszystko ogarnąć. Po tym, jak matka nas zostawiła, musiał szybko się pozbierać i zająć się pracą, abyśmy mieli z czego żyć. Teraz powodzi nam się dobrze, nie przypuszczaliśmy, że biznes ojca przyniesie tak duży sukces. Nazywamy to naszym rodzinnym biznesem, dlatego też i ja musiałam mieć w tym jakiś wkład, a że nie znam się na motorach, samochodach i tego typu rzeczach to od czasu do czasu po prostu tam sprzątam. Dostaję za to wyższe kieszonkowe, a przecież tego nigdy za wiele przeciętnej siedemnastolatce.
Późnym wieczorem wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do pracy ojca. Przejeżdżaliśmy przez dobrze znane mi ulice. Z częścią z nich wiązało się wiele moich wspomnień: stary plac zabaw z już połamanymi i zaniedbanymi huśtawkami, na którym kiedyś przeżywałam najpiękniejsze chwile swojego dzieciństwa. Pomijając dzień, kiedy na małej zjeżdżalni rozbiłam sobie nos. Do tej pory nikt, nawet ja, nie wie jak do tego doszło. Wszyscy podziwiali mój nadzwyczajny talent łamania sobie wszystkich części ciała w niezwykłych okolicznościach.
Na miejsce dotarliśmy po 10 minutach. Tata otworzył wszystkie drzwi od sklepu i warsztatu i  przeszedł do pomieszczenia, gdzie znajdował się piec grzewczy. Ja od razu chwyciłam za miotłę i wzięłam się do roboty. ,,Im szybciej skończę, tym lepiej’’- pomyślałam. Dość szybko uporałam się z pomieszczeniami w warsztacie, więc prędko przeszłam do sklepu. Był dużo mniejszy, więc byłam zadowolona, że za jakieś 5 minut powinnam być już wolna z dodatkowymi 30$ w kieszeni. Odrobinę zdziwił mnie fakt, że drzwi były przymknięte, mimo iż tata otwierał je wcześniej na oścież. Ostrożnie weszłam do środka i zapaliłam światło. Moim oczom ukazał się chłopak,  w zasadzie mężczyzna, z potarganymi włosami na głowie i ogromną ilością tatuaży na rękach, które mogłam zauważyć dzięki temu, że miał na sobie tylko luźny podkoszulek, mimo że na dworze temperatura nie przekraczała 0 stopni. Zielone, błyszczące i lekko zdziwione oczy nieznajomego patrzyły na mnie w taki sposób, że czułam, jakby przeszywały mnie na wskroś.
-Coo… co… tyy… kim… ty… jesteś?!!!- wyjąkałam z lekkim przerażeniem.
-Spokojnie, wszystko w porządku. Yy, ja tylko… jestem klientem…. szukam części do motoru- chłopak był nieco pewniejszy niż ja, mimo to można było wyczuć w jego głosie obawę.
-Klientem?  O dwudziestej pierwszej w niedzielę? Z resztą klienci  zazwyczaj nie stoją po tamtej stronie lady- mimo zdekoncentrowania mogłam się zdobyć na nutę sarkazmu.
I chyba mi się udało, bo chłopak przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, jednak w momencie krótkiej ciszy uśmiechał się kpiąco, unosząc delikatnie jeden kącik ust. To było podniecające, o tak. I za żadne skarby nie mogłam tej myśli wypędzić z głowy. W końcu dotarło do mnie w jakiej sytuacji się znajduję i chciałam zawołać po pomoc. Przecież ten mężczyzna mógł być niebezpieczny, a dzieliła nas tylko lada, niby dość wysoka, ale to dla złodzieja żadna przeszkoda. Wydobyłam z siebie tylko pierwszą sylabę słowa ,,tato’’, ponieważ przerwały mi słowa wysokiego bruneta.
-Ciii… cicho bądź do jasnej cholery! Okej, nie jestem klientem, ale nie zrobię ci krzywdy, jeśli będziesz mnie kryła, jasne?
W tym momencie zza drzwi wyłonił się tata z pytaniem czy nic mi nie jest, bo wydawało mu się, że go wołałam. Zdrętwiałam, odwróciłam się w stronę lady, ale brunet zniknął z zasięgu  mojego wzroku. Z jednej strony mi ulżyło, z drugiej wiedziałam, że muszę coś powiedzieć  tacie, bo za chwilę może stać się coś złego.
-Umm… nie, już nic. Po prostu chciałam o coś spytać, ale już sobie poradziłam.
-W porządku. Gdyby był jakiś problem, wołaj.
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i pospiesznie wrócił do warsztatu, a po paru sekundach przy mnie  pojawił się nieznajomy chłopak. Z bliska wyglądał jeszcze bardziej okazale. Miał dobrze zbudowaną sylwetkę, ba, nawet bardzo dobrze. Dopiero teraz zwróciłam też lepiej uwagę na jego twarz. Okazało się, że przy każdym uśmiechu, który z resztą nie schodził z jego twarzy od początku naszego spotkania, jego policzki pokrywane są przez słodkie dołeczki. To dodawało jego dość mrocznemu wizerunkowi nieco delikatności.
-Grzeczna dziewczynka- powiedział, puszczając do mnie oczko.
W odpowiedzi na jego słowa tylko się skrzywiłam. Ja? Grzeczna? Dziewczynka? Chyba mu się coś pomyliło. Po prostu byłam nieco zdezorientowana i pod wpływem chwili zareagowałam tak, a nie inaczej. Na pewno w innej sytuacji, w obronie sklepu, rzuciłabym się na bandytę z miotłą! A może i nie…oj, to wszystko zależy od sytuacji!
-Chyba nie muszę ci mówić, że masz zapomnieć, że kogokolwiek tu widziałaś- rzucił, już na mnie nie patrząc- Ach, zapomniałbym- odwrócił się znowu, tak że nasze twarze były oddalone od siebie o zaledwie kilka centymetrów- Śliczna z ciebie dziewczynka- dodał z szyderczym uśmiechem i ostrożnie wyszedł ze sklepu.
Osłupiałam. Stałam bez ruchu przez dobre kilka minut. Mój mózg chyba musiał przetworzyć tę całą dziwną sytuację, która zdarzyła się parę chwil temu. Czy ja właśnie pozwoliłam uciec bandycie? Co więcej, nawet go kryłam?
Absurd. Melanie Haghway nigdy by na to nie pozwoliła. To mi się musiało tylko przyśnić.
I to jeszcze ,,dziewczynka’’? Nikt nigdy by mnie tak nie nazwał, wszyscy wiedzą, że tego nie znoszę.
Natomiast za ,,śliczną’’ nie pogardzę.

-Możesz sobie tylko popatrzeć, chłopczyku- szepnęłam w przestrzeń, mając nadzieję, że tajemniczy nieznajomy usłyszy moje słowa.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

~ Prolog ~


Mamy króciutki prolog, a raczej coś w rodzaju epilogu w postaci retrospekcji...
no nieważne, mam nadzieję, że zrozumiecie xd
Liczę, że się wam sposoba, pierwszy rozdział pojawi się jak najszybciej,o ile ktoś to w ogóle będzie czytał.
Całuję was, kocham i tak dalej ♥
Milego czytania. xx
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chciałabym tylko wiedzieć jedno.

Dlaczego trafiło akurat na mnie?

Dlaczego to właśnie ja, do jasnej cholery, muszę mieć zawsze pecha? Kiedy wydaję mi się, że zaczyna się coś układać, to zanim się obejrzę, to TO COŚ się psuje.

Nie powinnam być taka ufna, naiwna. Chociaż tyle razy sobie to powtarzam, nigdy nie wychodzi. Co najgorsze, przez te chorobliwie natrętne cechy tracę najbliższych, osoby, które kocham i które, miałam taką nadzieję, w jakimś małym stopniu kochały mnie. Jednak zawiodłam się. Nie tyle na sobie, co dziwne, ale głównie na tych najbliższych, którzy okłamywali mnie przez cały ten czas.

Może za łatwo dałam się w to wrobić.

 Ale litości, skąd mogłam wiedzieć, że wpakuje się, a raczej zostanę wpakowana, w jakieś kryminalistyczne gówno. Nie o to w tym wszystkim chodziło, nie tak miało być.

Może wymagam zbyt wiele

No do jasnej cholery, co ja mogłam wymagać od ojca, który powinien otaczać mnie opieką i miłością, której nie dała mi matka, a dał mi coś kompletnie innego, gorszego, co rzuciło na moje, i nie tylko moje życie klątwę, z której na razie nie mam szansy się wymigać.



Moje życie było proste, normalne, można też powiedzieć, monotonne. Byłam ( bo nie można powiedzieć, że jestem nadal) zwyczajną nastolatką, mającą ,,problemy’’ jak każdy inny rówieśnik- złe oceny, kłótnie z rodzicami, przyjaciółmi, chłopakami bla-bla-bla. Aż do pewnego dnia, który nie zapowiadał się na specjalnie inny od pozostałych, wydarzyło się coś, co wstrząsnęło moim życiem i obróciło je o 360 stopni, chociaż tak naprawdę na początku się na to nie zapowiadało. Przynajmniej ja tak uważałam. Mimo wszystkiego, co wydarzyło się złego, niczego nie żałuję, a nawet z uśmiechem na ustach wspominam tamten pamiętny dzień…





niedziela, 29 grudnia 2013

~Bohaterowie~

       
                                                                    ~Melanie/Mel~
                                                                            17 lat

~Harry~
21 lat



~Maggie/Meg~
17 lat
Najlepsza przyjaciółka Melanie

~Christian~
42 lata
Ojciec Melanie

~Dave~
18 lat
Najlepszy przyjaciel Melanie, zakochany w niej



oraz bohaterowie, którzy będą pojawiali się na bieżąco podczas opowiadania