Oto jest pierwszy. Mnie średnio się podoba, ale obiecuję, że akcja się rozwinie i będzie chyba dość ciekawie :)
Jeśli czytasz, proszę skomentuj, to dla mnie ważne.
Mogę informować na twitterze o nowych rozdziałach.
Miłego czytania i oczywiście
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !!
*nie upijcie się dziś, mroczny Harold nad wami czuwa*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Meeeel! Pojedziesz ze mną do warsztatu? Przydałoby się
trochę posprzątać.
-Mogę jechać, i tak nie mam dziś żadnych planów.
Mój ojciec, urodzony biznessman, skończył w wieku 42 lat jako
człowiek, zakładający swoją własną firmę… no, może trochę inną niż sobie
wymarzył, ale chociaż miał coś swojego. Był to sklep z częściami
motoryzacyjnymi i warsztat samochodowy. Wiem, nie brzmi rewelacyjnie, ale nie
jest najgorzej, serio. Podziwiam go, że
sam na pozycji szefa potrafi wszystko ogarnąć. Po tym, jak matka nas zostawiła,
musiał szybko się pozbierać i zająć się pracą, abyśmy mieli z czego żyć. Teraz
powodzi nam się dobrze, nie przypuszczaliśmy, że biznes ojca przyniesie tak
duży sukces. Nazywamy to naszym rodzinnym biznesem, dlatego też i ja musiałam
mieć w tym jakiś wkład, a że nie znam się na motorach, samochodach i tego typu
rzeczach to od czasu do czasu po prostu tam sprzątam. Dostaję za to wyższe
kieszonkowe, a przecież tego nigdy za wiele przeciętnej siedemnastolatce.
Późnym wieczorem wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do
pracy ojca. Przejeżdżaliśmy przez dobrze znane mi ulice. Z częścią z nich wiązało
się wiele moich wspomnień: stary plac zabaw z już połamanymi i zaniedbanymi
huśtawkami, na którym kiedyś przeżywałam najpiękniejsze chwile swojego
dzieciństwa. Pomijając dzień, kiedy na małej zjeżdżalni rozbiłam sobie nos. Do
tej pory nikt, nawet ja, nie wie jak do tego doszło. Wszyscy podziwiali mój
nadzwyczajny talent łamania sobie wszystkich części ciała w niezwykłych
okolicznościach.
Na miejsce dotarliśmy po 10 minutach. Tata otworzył
wszystkie drzwi od sklepu i warsztatu i
przeszedł do pomieszczenia, gdzie znajdował się piec grzewczy. Ja od
razu chwyciłam za miotłę i wzięłam się do roboty. ,,Im szybciej skończę, tym
lepiej’’- pomyślałam. Dość szybko uporałam się z pomieszczeniami w warsztacie,
więc prędko przeszłam do sklepu. Był dużo mniejszy, więc byłam zadowolona, że
za jakieś 5 minut powinnam być już wolna z dodatkowymi 30$ w kieszeni. Odrobinę
zdziwił mnie fakt, że drzwi były przymknięte, mimo iż tata otwierał je
wcześniej na oścież. Ostrożnie weszłam do środka i zapaliłam światło. Moim
oczom ukazał się chłopak, w zasadzie
mężczyzna, z potarganymi włosami na głowie i ogromną ilością tatuaży na rękach,
które mogłam zauważyć dzięki temu, że miał na sobie tylko luźny podkoszulek,
mimo że na dworze temperatura nie przekraczała 0 stopni. Zielone, błyszczące i
lekko zdziwione oczy nieznajomego patrzyły na mnie w taki sposób, że czułam, jakby
przeszywały mnie na wskroś.
-Coo… co… tyy… kim… ty… jesteś?!!!- wyjąkałam z lekkim
przerażeniem.
-Spokojnie, wszystko w porządku. Yy, ja tylko… jestem
klientem…. szukam części do motoru- chłopak był nieco pewniejszy niż ja, mimo
to można było wyczuć w jego głosie obawę.
-Klientem? O
dwudziestej pierwszej w niedzielę? Z resztą klienci zazwyczaj nie stoją po tamtej stronie lady-
mimo zdekoncentrowania mogłam się zdobyć na nutę sarkazmu.
I chyba mi się udało, bo chłopak przez chwilę nie wiedział
co powiedzieć, jednak w momencie krótkiej ciszy uśmiechał się kpiąco, unosząc
delikatnie jeden kącik ust. To było podniecające, o tak. I za żadne skarby nie
mogłam tej myśli wypędzić z głowy. W końcu dotarło do mnie w jakiej sytuacji
się znajduję i chciałam zawołać po pomoc. Przecież ten mężczyzna mógł być
niebezpieczny, a dzieliła nas tylko lada, niby dość wysoka, ale to dla
złodzieja żadna przeszkoda. Wydobyłam z siebie tylko pierwszą sylabę słowa
,,tato’’, ponieważ przerwały mi słowa wysokiego bruneta.
-Ciii… cicho bądź do jasnej cholery! Okej, nie jestem
klientem, ale nie zrobię ci krzywdy, jeśli będziesz mnie kryła, jasne?
W tym momencie zza drzwi wyłonił się tata z pytaniem czy nic
mi nie jest, bo wydawało mu się, że go wołałam. Zdrętwiałam, odwróciłam się w
stronę lady, ale brunet zniknął z zasięgu mojego wzroku. Z jednej strony mi
ulżyło, z drugiej wiedziałam, że muszę coś powiedzieć tacie, bo za chwilę może stać się coś złego.
-Umm… nie, już nic. Po prostu chciałam o coś spytać, ale już
sobie poradziłam.
-W porządku. Gdyby był jakiś problem, wołaj.
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i pospiesznie wrócił
do warsztatu, a po paru sekundach przy mnie pojawił się nieznajomy chłopak. Z bliska
wyglądał jeszcze bardziej okazale. Miał dobrze zbudowaną sylwetkę, ba, nawet
bardzo dobrze. Dopiero teraz zwróciłam też lepiej uwagę na jego twarz. Okazało
się, że przy każdym uśmiechu, który z resztą nie schodził z jego twarzy od
początku naszego spotkania, jego policzki pokrywane są przez słodkie dołeczki.
To dodawało jego dość mrocznemu wizerunkowi nieco delikatności.
-Grzeczna dziewczynka- powiedział, puszczając do mnie oczko.
W odpowiedzi na jego słowa tylko się skrzywiłam. Ja?
Grzeczna? Dziewczynka? Chyba mu się coś pomyliło. Po prostu byłam nieco
zdezorientowana i pod wpływem chwili zareagowałam tak, a nie inaczej. Na pewno
w innej sytuacji, w obronie sklepu, rzuciłabym się na bandytę z miotłą! A może
i nie…oj, to wszystko zależy od sytuacji!
-Chyba nie muszę ci mówić, że masz zapomnieć, że kogokolwiek
tu widziałaś- rzucił, już na mnie nie patrząc- Ach, zapomniałbym- odwrócił się
znowu, tak że nasze twarze były oddalone od siebie o zaledwie kilka
centymetrów- Śliczna z ciebie dziewczynka- dodał z szyderczym uśmiechem i
ostrożnie wyszedł ze sklepu.
Osłupiałam. Stałam bez ruchu przez dobre kilka minut. Mój mózg
chyba musiał przetworzyć tę całą dziwną sytuację, która zdarzyła się parę chwil
temu. Czy ja właśnie pozwoliłam uciec bandycie? Co więcej, nawet go kryłam?
Absurd. Melanie Haghway nigdy by na to nie pozwoliła. To mi
się musiało tylko przyśnić.
I to jeszcze ,,dziewczynka’’? Nikt nigdy by mnie tak nie
nazwał, wszyscy wiedzą, że tego nie znoszę.
Natomiast za ,,śliczną’’ nie pogardzę.
-Możesz sobie tylko popatrzeć, chłopczyku- szepnęłam w
przestrzeń, mając nadzieję, że tajemniczy nieznajomy usłyszy moje słowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz