wtorek, 31 grudnia 2013

~ Rozdział I ~

Oto jest pierwszy. Mnie średnio się podoba, ale obiecuję, że akcja się rozwinie i będzie chyba dość ciekawie :)
Jeśli czytasz, proszę skomentuj, to dla mnie ważne.
Mogę informować na twitterze o nowych rozdziałach.
Miłego czytania i oczywiście
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !! 
*nie upijcie się dziś, mroczny Harold nad wami czuwa*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Meeeel! Pojedziesz ze mną do warsztatu? Przydałoby się trochę posprzątać.
-Mogę jechać, i tak nie mam dziś żadnych planów.
Mój ojciec, urodzony biznessman, skończył w wieku 42 lat jako człowiek, zakładający swoją własną firmę… no, może trochę inną niż sobie wymarzył, ale chociaż miał coś swojego. Był to sklep z częściami motoryzacyjnymi i warsztat samochodowy. Wiem, nie brzmi rewelacyjnie, ale nie jest najgorzej, serio.  Podziwiam go, że sam na pozycji szefa potrafi wszystko ogarnąć. Po tym, jak matka nas zostawiła, musiał szybko się pozbierać i zająć się pracą, abyśmy mieli z czego żyć. Teraz powodzi nam się dobrze, nie przypuszczaliśmy, że biznes ojca przyniesie tak duży sukces. Nazywamy to naszym rodzinnym biznesem, dlatego też i ja musiałam mieć w tym jakiś wkład, a że nie znam się na motorach, samochodach i tego typu rzeczach to od czasu do czasu po prostu tam sprzątam. Dostaję za to wyższe kieszonkowe, a przecież tego nigdy za wiele przeciętnej siedemnastolatce.
Późnym wieczorem wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do pracy ojca. Przejeżdżaliśmy przez dobrze znane mi ulice. Z częścią z nich wiązało się wiele moich wspomnień: stary plac zabaw z już połamanymi i zaniedbanymi huśtawkami, na którym kiedyś przeżywałam najpiękniejsze chwile swojego dzieciństwa. Pomijając dzień, kiedy na małej zjeżdżalni rozbiłam sobie nos. Do tej pory nikt, nawet ja, nie wie jak do tego doszło. Wszyscy podziwiali mój nadzwyczajny talent łamania sobie wszystkich części ciała w niezwykłych okolicznościach.
Na miejsce dotarliśmy po 10 minutach. Tata otworzył wszystkie drzwi od sklepu i warsztatu i  przeszedł do pomieszczenia, gdzie znajdował się piec grzewczy. Ja od razu chwyciłam za miotłę i wzięłam się do roboty. ,,Im szybciej skończę, tym lepiej’’- pomyślałam. Dość szybko uporałam się z pomieszczeniami w warsztacie, więc prędko przeszłam do sklepu. Był dużo mniejszy, więc byłam zadowolona, że za jakieś 5 minut powinnam być już wolna z dodatkowymi 30$ w kieszeni. Odrobinę zdziwił mnie fakt, że drzwi były przymknięte, mimo iż tata otwierał je wcześniej na oścież. Ostrożnie weszłam do środka i zapaliłam światło. Moim oczom ukazał się chłopak,  w zasadzie mężczyzna, z potarganymi włosami na głowie i ogromną ilością tatuaży na rękach, które mogłam zauważyć dzięki temu, że miał na sobie tylko luźny podkoszulek, mimo że na dworze temperatura nie przekraczała 0 stopni. Zielone, błyszczące i lekko zdziwione oczy nieznajomego patrzyły na mnie w taki sposób, że czułam, jakby przeszywały mnie na wskroś.
-Coo… co… tyy… kim… ty… jesteś?!!!- wyjąkałam z lekkim przerażeniem.
-Spokojnie, wszystko w porządku. Yy, ja tylko… jestem klientem…. szukam części do motoru- chłopak był nieco pewniejszy niż ja, mimo to można było wyczuć w jego głosie obawę.
-Klientem?  O dwudziestej pierwszej w niedzielę? Z resztą klienci  zazwyczaj nie stoją po tamtej stronie lady- mimo zdekoncentrowania mogłam się zdobyć na nutę sarkazmu.
I chyba mi się udało, bo chłopak przez chwilę nie wiedział co powiedzieć, jednak w momencie krótkiej ciszy uśmiechał się kpiąco, unosząc delikatnie jeden kącik ust. To było podniecające, o tak. I za żadne skarby nie mogłam tej myśli wypędzić z głowy. W końcu dotarło do mnie w jakiej sytuacji się znajduję i chciałam zawołać po pomoc. Przecież ten mężczyzna mógł być niebezpieczny, a dzieliła nas tylko lada, niby dość wysoka, ale to dla złodzieja żadna przeszkoda. Wydobyłam z siebie tylko pierwszą sylabę słowa ,,tato’’, ponieważ przerwały mi słowa wysokiego bruneta.
-Ciii… cicho bądź do jasnej cholery! Okej, nie jestem klientem, ale nie zrobię ci krzywdy, jeśli będziesz mnie kryła, jasne?
W tym momencie zza drzwi wyłonił się tata z pytaniem czy nic mi nie jest, bo wydawało mu się, że go wołałam. Zdrętwiałam, odwróciłam się w stronę lady, ale brunet zniknął z zasięgu  mojego wzroku. Z jednej strony mi ulżyło, z drugiej wiedziałam, że muszę coś powiedzieć  tacie, bo za chwilę może stać się coś złego.
-Umm… nie, już nic. Po prostu chciałam o coś spytać, ale już sobie poradziłam.
-W porządku. Gdyby był jakiś problem, wołaj.
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i pospiesznie wrócił do warsztatu, a po paru sekundach przy mnie  pojawił się nieznajomy chłopak. Z bliska wyglądał jeszcze bardziej okazale. Miał dobrze zbudowaną sylwetkę, ba, nawet bardzo dobrze. Dopiero teraz zwróciłam też lepiej uwagę na jego twarz. Okazało się, że przy każdym uśmiechu, który z resztą nie schodził z jego twarzy od początku naszego spotkania, jego policzki pokrywane są przez słodkie dołeczki. To dodawało jego dość mrocznemu wizerunkowi nieco delikatności.
-Grzeczna dziewczynka- powiedział, puszczając do mnie oczko.
W odpowiedzi na jego słowa tylko się skrzywiłam. Ja? Grzeczna? Dziewczynka? Chyba mu się coś pomyliło. Po prostu byłam nieco zdezorientowana i pod wpływem chwili zareagowałam tak, a nie inaczej. Na pewno w innej sytuacji, w obronie sklepu, rzuciłabym się na bandytę z miotłą! A może i nie…oj, to wszystko zależy od sytuacji!
-Chyba nie muszę ci mówić, że masz zapomnieć, że kogokolwiek tu widziałaś- rzucił, już na mnie nie patrząc- Ach, zapomniałbym- odwrócił się znowu, tak że nasze twarze były oddalone od siebie o zaledwie kilka centymetrów- Śliczna z ciebie dziewczynka- dodał z szyderczym uśmiechem i ostrożnie wyszedł ze sklepu.
Osłupiałam. Stałam bez ruchu przez dobre kilka minut. Mój mózg chyba musiał przetworzyć tę całą dziwną sytuację, która zdarzyła się parę chwil temu. Czy ja właśnie pozwoliłam uciec bandycie? Co więcej, nawet go kryłam?
Absurd. Melanie Haghway nigdy by na to nie pozwoliła. To mi się musiało tylko przyśnić.
I to jeszcze ,,dziewczynka’’? Nikt nigdy by mnie tak nie nazwał, wszyscy wiedzą, że tego nie znoszę.
Natomiast za ,,śliczną’’ nie pogardzę.

-Możesz sobie tylko popatrzeć, chłopczyku- szepnęłam w przestrzeń, mając nadzieję, że tajemniczy nieznajomy usłyszy moje słowa.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

~ Prolog ~


Mamy króciutki prolog, a raczej coś w rodzaju epilogu w postaci retrospekcji...
no nieważne, mam nadzieję, że zrozumiecie xd
Liczę, że się wam sposoba, pierwszy rozdział pojawi się jak najszybciej,o ile ktoś to w ogóle będzie czytał.
Całuję was, kocham i tak dalej ♥
Milego czytania. xx
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chciałabym tylko wiedzieć jedno.

Dlaczego trafiło akurat na mnie?

Dlaczego to właśnie ja, do jasnej cholery, muszę mieć zawsze pecha? Kiedy wydaję mi się, że zaczyna się coś układać, to zanim się obejrzę, to TO COŚ się psuje.

Nie powinnam być taka ufna, naiwna. Chociaż tyle razy sobie to powtarzam, nigdy nie wychodzi. Co najgorsze, przez te chorobliwie natrętne cechy tracę najbliższych, osoby, które kocham i które, miałam taką nadzieję, w jakimś małym stopniu kochały mnie. Jednak zawiodłam się. Nie tyle na sobie, co dziwne, ale głównie na tych najbliższych, którzy okłamywali mnie przez cały ten czas.

Może za łatwo dałam się w to wrobić.

 Ale litości, skąd mogłam wiedzieć, że wpakuje się, a raczej zostanę wpakowana, w jakieś kryminalistyczne gówno. Nie o to w tym wszystkim chodziło, nie tak miało być.

Może wymagam zbyt wiele

No do jasnej cholery, co ja mogłam wymagać od ojca, który powinien otaczać mnie opieką i miłością, której nie dała mi matka, a dał mi coś kompletnie innego, gorszego, co rzuciło na moje, i nie tylko moje życie klątwę, z której na razie nie mam szansy się wymigać.



Moje życie było proste, normalne, można też powiedzieć, monotonne. Byłam ( bo nie można powiedzieć, że jestem nadal) zwyczajną nastolatką, mającą ,,problemy’’ jak każdy inny rówieśnik- złe oceny, kłótnie z rodzicami, przyjaciółmi, chłopakami bla-bla-bla. Aż do pewnego dnia, który nie zapowiadał się na specjalnie inny od pozostałych, wydarzyło się coś, co wstrząsnęło moim życiem i obróciło je o 360 stopni, chociaż tak naprawdę na początku się na to nie zapowiadało. Przynajmniej ja tak uważałam. Mimo wszystkiego, co wydarzyło się złego, niczego nie żałuję, a nawet z uśmiechem na ustach wspominam tamten pamiętny dzień…





niedziela, 29 grudnia 2013

~Bohaterowie~

       
                                                                    ~Melanie/Mel~
                                                                            17 lat

~Harry~
21 lat



~Maggie/Meg~
17 lat
Najlepsza przyjaciółka Melanie

~Christian~
42 lata
Ojciec Melanie

~Dave~
18 lat
Najlepszy przyjaciel Melanie, zakochany w niej



oraz bohaterowie, którzy będą pojawiali się na bieżąco podczas opowiadania