Czytasz=komentujesz
Z góry dziękuję za wszystkie słowa krytyki, czy pochwały.
Następny rozdział pojawi się po 3 komentarzach.
Kocham was. xx
Nowa bohaterka: Katherine/Kath 17 lat
Kocham was. xx
Nowa bohaterka: Katherine/Kath 17 lat
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! Bardzo dziwnie się dziś
zachowujesz- Meg zawsze potrafi ściągnąć mnie na ziemię.
Meg to moja najlepsza przyjaciółka. Znam ją połowę mojego
życia. Kocham ją, a zarazem nienawidzę, wiecie jak to jest z przyjaciółkami.
Potrafi być niemożliwie niesforna, nieposłuszna, szalona i ma zdecydowanie
własny świat i to sprawia, że jest najwspanialsza na świecie. To dzięki niej
stałam się odważniejsza, ja uczę się czegoś od niej, ona czegoś ode mnie, coś
jak transakcja wymienna.
-No tak, słucham przecież.
-Tak? To co powiedziałam?- spytała dziewczyna, krzyżując
ręce na piersi i marszcząc brwi.
-No… eee… no pewnie coś o matmie?
Meg w odpowiedzi pokręciła przecząco głową.
-Fizie?- kontynuowałam zagadki.
Ponowne zaprzeczenie.
-Angielskim?
I znowu ta grymaśna mina.
-Dobra, poddaję się, nie słuchałam, przepraszam- spojrzałam
na nią miną zranionego zwierzęcia, mając nadzieję, że zadziała na nieco
obrażoną przyjaciółkę. Zazwyczaj działało.
-Co się z tobą dzieje, dawno nie widziałam cię takiej
skwaszonej i… dziwnej- stwierdziła opuszczając ręce, kucając przy plecaku i rozpoczynając
poszukiwania odpowiedniej książki w ogromnym bałaganie. Miała tam wszystko.
Choćbym nie wiem, ile jej nagadała, nigdy nie posprząta. Jeśli chodzi o Meg,
może starać się zmienić prawie każdą swoją cechę, ale przenigdy nie stanie się
porządnicka w żadnym, najmniejszym stopniu.
W związku z tym, że zapowiadało się na długie poszukiwania,
zabrałam się do opowieści mojej wczorajszej ,,przygody’’.
-Żartujesz?!- wykrzyczała na całą szkołę Meg, aż zatrzymując
się na środku korytarza ze zdziwienia i prawie opuszczając książkę, którą po 15
minutach jakimś cudem udało jej się znaleźć.
-No wydaję mi się, że nie żartuję, dlatego próbuję to sobie
jakoś oswoić, bo to dla mnie dziwna sytuacja.
-Ale to przecież ekstra! Nie wiedziałam, że z ciebie taka
niegrzeczna dziewczynka! Przydałby ci
się taki chłopak, wiesz, bad boy. Może nauczyłby cię różnych szaleństw…
Chyba się trochę zapędziła. Przyzwyczaiłam się, że Meg dużo
gada i potrafi sobie czasem za bardzo wyimaginować pewne sprawy, ale tym razem
to przesada. Z jakiej racji uważa, że potencjalny złodziej byłby dobrym
materiałem na chłopaka dla mnie? Moi rodzice chyba by mnie wydziedziczyli. W
najlepszym wypadku.
-Co ty znowu wymyślasz?! Jaki chłopak, jakich szaleństw?!
Takich rzeczy to ty sobie możesz próbować, ja się na to nie nadaję i nie mam
ochoty, więc przestań tak mówić- odparłam oburzona.
-Oj, już się nie burz, żartowałam.
Pokiwałam głową, robiąc przy tym minę z serii ,,mam dość
tych twoich żartów’’ i szybkim krokiem ruszyłam do sali na ostatnią lekcję.
-Ale skąd możesz wiedzieć, że się nie nadajesz, skoro nie
próbowałaś?- odezwała się jeszcze Meg, goniąc mnie i szczerząc się od ucha do
ucha,dumna ze swoich słów.
~~
Dzwonek zabrzęczał w mojej głowie tak mocno, jakby ktoś
tłukł o moją głowę masywne szklane butelki. Gdy tylko wrócę do domu, muszę się
natychmiast położyć i odpocząć. Przeróżne myśli na temat wczorajszego dnia zaprzątały
mi głowę. Dopadły mnie nawet małe wyrzuty sumienia w związku z tym, że puściłam
wolno złodzieja, który chciał okraść firmę mojego własnego ojca. Sama nie
wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć, nie mogłam liczyć na niczyją pomoc,
nawet Meg. Jeśli chodzi o nią to na wieść o ,,młodym, wysokim, wytatuowanym
brunecie z potarganymi włosami i zieloną głębią w oczach’’ podskakiwała z
podniecenia, jak dziecko, które dostało pod choinkę upragnioną zabawkę.
Wychodziłyśmy ze szkoły nieco zmęczone psychicznie, na
ostatniej lekcji profesor dał całej klasie nieźle popalić. Dodatkowo znowu
miałam nieprzyjemną sprzeczkę z Kath. To nieznośna laska, pusta blondyna, która
uważa, że wszyscy chłopcy lecą na jej twarz i intelekt( którego oczywiście nie
posiada), a nie na dupę i cycki. Naiwna dziewczynka. Nienawidzimy się odkąd się
znamy, ja jednak staram się ją olewać, Meg niestety nie zawsze wychodzi to tak
łatwo, przez co ma z Kath częste problemy. Teraz szłyśmy z Meg w milczeniu,
chyba obydwie marzyłyśmy w tamtej chwili, żeby rzucić się na łóżko i spać, aż
do rozpoczęcia wakacji. Zostały tylko trzy tygodnie, jeśli wytrzymam jeszcze
tyle w tej szkole, to powinnam dostać Nagrodę Nobla.
-Patrz! Ale maszyna!- rozweseliła się nagle Meg, wskazując w
kierunku zaparkowanego przed szkołą czarnego ścigacza. Gdzieniegdzie na pojeździe
namalowane były czerwone płomienie ognia. Ogólnie motor faktycznie prezentował
się w porządku, zawsze chciałam przejechać się czymś takim, co nie zmienia
faktu, że osoby dobrowolnie prowadzące tego mechanicznego zabójcę to dawcy
organów.
Mój zachwyt przerwał widok zbliżającego się do motoru dobrze
zbudowanego mężczyzny, ubranego w skórę, czarne spodnie i wysokie, masywne
buty. Jak mogło nie być mu w tym wszystkim gorąco?
Przeżyłam szok, gdy moim oczom ukazał się brunet z bałaganem
na głowie i zielonymi oczyma. Tym razem jednak nie błyszczały tak intensywnie,
jak za naszym pierwszym spotkaniem. Stanęłam na środku ulicy osłupiała, Meg
przyglądała mi się z zaciekawieniem i pytającym spojrzeniem. Wkrótce sama zorientowała
się o co chodzi.
-O NIE WIERZĘ! TO TEN KOLEŚ?! TEN ZŁODZIEJ, TAK?!
Czemu ona czasami ma jakiś dziwny zwyczaj mówienia zdecydowanie
za głośno, szczególnie w takich niezbyt przyjemnych sytuacjach? Miałam ochotę
ją wtedy zabić, albo lepiej zapaść się pod ziemię, żeby chłopak nie zdążył mnie
zauważyć. Niestety było za późno, zwabiony piskliwym krzykiem mojej
przyjaciółki, odwrócił się w naszą stronę ze zmarszczonymi brwiami. Od razu jego
twarz pogodniała i uśmiechnął się do mnie tym swoim kpiącym uśmieszkiem. Nie
wierzę, że mnie poznał. Nie wierzę, że znowu go spotkałam. Miałam nadzieję, ba,
byłam pewna, że się już więcej nie zobaczymy. Londyn to w końcu miasto liczące
ponad 20 milionów mieszkańców, jak to możliwe, że ten człowiek mnie prześladuje?
Zamrugałam kilka razy powiekami, aby się otrząsnąć, a w tym czasie przy motorze
tajemniczego faceta pojawił się nikt inny jak… Kath! Tak właśnie, również nie
mogłyśmy w to z Meg uwierzyć. Czule pocałowała motocyklistę w policzek,
sprawnie nałożyła na ten swój kanciasty łeb kask i okrakiem zasiadła na
maszynie.
-Ale jazda, nie?- szepnęła zszokowana Meg. No tak, teraz
jakoś umiała mówić cicho.
W związku z tym, że cała sytuacja wyglądała dość dziwnie,
wokół motoru zebrało się coraz więcej ludzi. ,,O co chodzi, nie ma tu żadnego
przedstawienia ludzie!’’, mimo tego stałyśmy z Meg ciągle w tym samym miejscu.
Nie wiem, jak bardzo chciałam się wtedy poruszyć, to najzwyczajniej w świecie
nie mogłam. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa, więc chciałam odwrócić chociaż
głowę. Uniemożliwiło mi to ostatnie spojrzenie bruneta w moją stronę. Jego
zielone oczy znowu śmiesznie błyszczały, a kpina zniknęła z jego twarzy. W zamian,
obdarował mnie słodkim uśmiechem, ukazując przy tym głębokie dołeczki w
policzkach. Cholera, czego on ode mnie oczekiwał? Ze wzburzeniem podniosłam
torbę, która jakimś cudem upadła mi na ziemię i pospiesznie ruszyłam w kierunku
domu. Za plecami słyszałam tylko tupot stóp przyjaciółki, próbującej mnie
dogonić i warkot silnika ruszającego motoru.
~~
Jak co sobotę rano, siedziałam u taty w pracy i pilnowałam
sklepu, kiedy on ślęczał przy jakimś samochodzie, którego nie zdążył naprawić w
środku tygodnia, a musiał być koniecznie gotowy na poniedziałek. Tata często
brał na siebie dodatkową robotę, co nie zawsze mi pasowało. Był już i tak za
bardzo przemęczony, niedługo skończy 50 lat, a nawet nie wyobraża sobie jakby
miał przestać pracować, nie chce nawet o tym słyszeć. Dlatego jedyne, co mogę
dla niego zrobić to mała pomoc w prowadzeniu firmy. Niby nie znam się na pojazdach,
ale coraz bardziej orientuję się w częściach czy paliwach, więc zaczynam
kierować sklepem. W soboty zazwyczaj nie ma już klientów, jedynie pojedyncze
osoby przyjadą po jakieś drobne części lub paliwo, najczęściej są to osoby,
które wyjeżdżają gdzieś i muszą zaopatrzyć pojazd we wszystko, co potrzebne.
Siedziałam na stołku za wysoką ladą, w tym samym miejscu,
gdzie parę dni temu stała osoba, która ciągle zakrzątała mi głowę, choć nie
powinna. Aby się czymś zająć włączyłam komputer i zaczęłam przeglądać jakieś bezsensowne
strony. Nudziło mi się coraz bardziej, cicho włączyłam moją ulubioną piosenkę i
zaczęłam do niej śpiewać, kręcąc się na stołku i ciągle gapiąc się w jasny
ekran monitora.
-Nie dość, że śliczna, to jeszcze jaka utalentowana-
usłyszałam przed sobą przepełniony kpiną zachrypnięty głos, który poznałam od
razu. Z lekką obawą podniosłam głowę…
-To chyba jakiś żart- podsumowałam.

Harry i motor ... Hm przyzwyczaje sie :D Narazie to sa poczatki i sie rozkreca ale czyta sie lekko i naprawde skladnie piszesz :)
OdpowiedzUsuń@middleofmyworld
masz komcia i sie jaraj kłamczucho xd
OdpowiedzUsuńnoo tak wgl całkiem nieźle soo może bd od czasu do czasu zaglądać :3 no i ten warsztacik taty...hmm hmm brzmi nieco znajomo hahahha ♥
głupia cipo jak mnie znalazłaś ugh specjalnie zmieniłam profil hahaha xd
Usuń