piątek, 3 stycznia 2014

~ Rozdział II ~

Czytasz=komentujesz
Z góry dziękuję za wszystkie słowa krytyki, czy pochwały.
Następny rozdział pojawi się po 3 komentarzach.
Kocham was. xx


Nowa bohaterka: Katherine/Kath 17 lat

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! Bardzo dziwnie się dziś zachowujesz- Meg zawsze potrafi ściągnąć mnie na ziemię.
Meg to moja najlepsza przyjaciółka. Znam ją połowę mojego życia. Kocham ją, a zarazem nienawidzę, wiecie jak to jest z przyjaciółkami. Potrafi być niemożliwie niesforna, nieposłuszna, szalona i ma zdecydowanie własny świat i to sprawia, że jest najwspanialsza na świecie. To dzięki niej stałam się odważniejsza, ja uczę się czegoś od niej, ona czegoś ode mnie, coś jak transakcja wymienna.
-No tak, słucham przecież.
-Tak? To co powiedziałam?- spytała dziewczyna, krzyżując ręce na piersi i marszcząc brwi.
-No… eee… no pewnie coś o matmie?
Meg w odpowiedzi pokręciła przecząco głową.
-Fizie?- kontynuowałam zagadki.
Ponowne zaprzeczenie.
-Angielskim?
I znowu ta grymaśna mina.
-Dobra, poddaję się, nie słuchałam, przepraszam- spojrzałam na nią miną zranionego zwierzęcia, mając nadzieję, że zadziała na nieco obrażoną przyjaciółkę. Zazwyczaj działało.
-Co się z tobą dzieje, dawno nie widziałam cię takiej skwaszonej i… dziwnej- stwierdziła opuszczając ręce, kucając przy plecaku i rozpoczynając poszukiwania odpowiedniej książki w ogromnym bałaganie. Miała tam wszystko. Choćbym nie wiem, ile jej nagadała, nigdy nie posprząta. Jeśli chodzi o Meg, może starać się zmienić prawie każdą swoją cechę, ale przenigdy nie stanie się porządnicka w żadnym, najmniejszym stopniu.
W związku z tym, że zapowiadało się na długie poszukiwania, zabrałam się do opowieści mojej wczorajszej ,,przygody’’.
-Żartujesz?!- wykrzyczała na całą szkołę Meg, aż zatrzymując się na środku korytarza ze zdziwienia i prawie opuszczając książkę, którą po 15 minutach jakimś cudem udało jej się znaleźć.
-No wydaję mi się, że nie żartuję, dlatego próbuję to sobie jakoś oswoić, bo to dla mnie dziwna sytuacja.
-Ale to przecież ekstra! Nie wiedziałam, że z ciebie taka niegrzeczna dziewczynka!  Przydałby ci się taki chłopak, wiesz, bad boy. Może nauczyłby cię różnych szaleństw…
Chyba się trochę zapędziła. Przyzwyczaiłam się, że Meg dużo gada i potrafi sobie czasem za bardzo wyimaginować pewne sprawy, ale tym razem to przesada. Z jakiej racji uważa, że potencjalny złodziej byłby dobrym materiałem na chłopaka dla mnie? Moi rodzice chyba by mnie wydziedziczyli. W najlepszym wypadku.
-Co ty znowu wymyślasz?! Jaki chłopak, jakich szaleństw?! Takich rzeczy to ty sobie możesz próbować, ja się na to nie nadaję i nie mam ochoty, więc przestań tak mówić- odparłam oburzona.
-Oj, już się nie burz, żartowałam.
Pokiwałam głową, robiąc przy tym minę z serii ,,mam dość tych twoich żartów’’ i szybkim krokiem ruszyłam do sali na ostatnią lekcję.
-Ale skąd możesz wiedzieć, że się nie nadajesz, skoro nie próbowałaś?- odezwała się jeszcze Meg, goniąc mnie i szczerząc się od ucha do ucha,dumna ze swoich słów.
~~
Dzwonek zabrzęczał w mojej głowie tak mocno, jakby ktoś tłukł o moją głowę masywne szklane butelki. Gdy tylko wrócę do domu, muszę się natychmiast położyć i odpocząć. Przeróżne myśli na temat wczorajszego dnia zaprzątały mi głowę. Dopadły mnie nawet małe wyrzuty sumienia w związku z tym, że puściłam wolno złodzieja, który chciał okraść firmę mojego własnego ojca. Sama nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć, nie mogłam liczyć na niczyją pomoc, nawet Meg. Jeśli chodzi o nią to na wieść o ,,młodym, wysokim, wytatuowanym brunecie z potarganymi włosami i zieloną głębią w oczach’’ podskakiwała z podniecenia, jak dziecko, które dostało pod choinkę upragnioną zabawkę.
Wychodziłyśmy ze szkoły nieco zmęczone psychicznie, na ostatniej lekcji profesor dał całej klasie nieźle popalić. Dodatkowo znowu miałam nieprzyjemną sprzeczkę z Kath. To nieznośna laska, pusta blondyna, która uważa, że wszyscy chłopcy lecą na jej twarz i intelekt( którego oczywiście nie posiada), a nie na dupę i cycki. Naiwna dziewczynka. Nienawidzimy się odkąd się znamy, ja jednak staram się ją olewać, Meg niestety nie zawsze wychodzi to tak łatwo, przez co ma z Kath częste problemy. Teraz szłyśmy z Meg w milczeniu, chyba obydwie marzyłyśmy w tamtej chwili, żeby rzucić się na łóżko i spać, aż do rozpoczęcia wakacji. Zostały tylko trzy tygodnie, jeśli wytrzymam jeszcze tyle w tej szkole, to powinnam dostać Nagrodę Nobla.
-Patrz! Ale maszyna!- rozweseliła się nagle Meg, wskazując w kierunku zaparkowanego przed szkołą czarnego ścigacza. Gdzieniegdzie na pojeździe namalowane były czerwone płomienie ognia. Ogólnie motor faktycznie prezentował się w porządku, zawsze chciałam przejechać się czymś takim, co nie zmienia faktu, że osoby dobrowolnie prowadzące tego mechanicznego zabójcę to dawcy organów.
Mój zachwyt przerwał widok zbliżającego się do motoru dobrze zbudowanego mężczyzny, ubranego w skórę, czarne spodnie i wysokie, masywne buty. Jak mogło nie być mu w tym wszystkim gorąco?
Przeżyłam szok, gdy moim oczom ukazał się brunet z bałaganem na głowie i zielonymi oczyma. Tym razem jednak nie błyszczały tak intensywnie, jak za naszym pierwszym spotkaniem. Stanęłam na środku ulicy osłupiała, Meg przyglądała mi się z zaciekawieniem i pytającym spojrzeniem. Wkrótce sama zorientowała się o co chodzi.
-O NIE WIERZĘ! TO TEN KOLEŚ?! TEN ZŁODZIEJ, TAK?!  
Czemu ona czasami ma jakiś dziwny zwyczaj mówienia zdecydowanie za głośno, szczególnie w takich niezbyt przyjemnych sytuacjach? Miałam ochotę ją wtedy zabić, albo lepiej zapaść się pod ziemię, żeby chłopak nie zdążył mnie zauważyć. Niestety było za późno, zwabiony piskliwym krzykiem mojej przyjaciółki, odwrócił się w naszą stronę ze zmarszczonymi brwiami. Od razu jego twarz pogodniała i uśmiechnął się do mnie tym swoim kpiącym uśmieszkiem. Nie wierzę, że mnie poznał. Nie wierzę, że znowu go spotkałam. Miałam nadzieję, ba, byłam pewna, że się już więcej nie zobaczymy. Londyn to w końcu miasto liczące ponad 20 milionów mieszkańców, jak to możliwe, że ten człowiek mnie prześladuje? Zamrugałam kilka razy powiekami, aby się otrząsnąć, a w tym czasie przy motorze tajemniczego faceta pojawił się nikt inny jak… Kath! Tak właśnie, również nie mogłyśmy w to z Meg uwierzyć. Czule pocałowała motocyklistę w policzek, sprawnie nałożyła na ten swój kanciasty łeb kask i okrakiem zasiadła na maszynie.
-Ale jazda, nie?- szepnęła zszokowana Meg. No tak, teraz jakoś umiała mówić cicho.
W związku z tym, że cała sytuacja wyglądała dość dziwnie, wokół motoru zebrało się coraz więcej ludzi. ,,O co chodzi, nie ma tu żadnego przedstawienia ludzie!’’, mimo tego stałyśmy z Meg ciągle w tym samym miejscu. Nie wiem, jak bardzo chciałam się wtedy poruszyć, to najzwyczajniej w świecie nie mogłam. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa, więc chciałam odwrócić chociaż głowę. Uniemożliwiło mi to ostatnie spojrzenie bruneta w moją stronę. Jego zielone oczy znowu śmiesznie błyszczały, a kpina zniknęła z jego twarzy. W zamian, obdarował mnie słodkim uśmiechem, ukazując przy tym głębokie dołeczki w policzkach. Cholera, czego on ode mnie oczekiwał? Ze wzburzeniem podniosłam torbę, która jakimś cudem upadła mi na ziemię i pospiesznie ruszyłam w kierunku domu. Za plecami słyszałam tylko tupot stóp przyjaciółki, próbującej mnie dogonić i warkot silnika ruszającego motoru.
~~
Jak co sobotę rano, siedziałam u taty w pracy i pilnowałam sklepu, kiedy on ślęczał przy jakimś samochodzie, którego nie zdążył naprawić w środku tygodnia, a musiał być koniecznie gotowy na poniedziałek. Tata często brał na siebie dodatkową robotę, co nie zawsze mi pasowało. Był już i tak za bardzo przemęczony, niedługo skończy 50 lat, a nawet nie wyobraża sobie jakby miał przestać pracować, nie chce nawet o tym słyszeć. Dlatego jedyne, co mogę dla niego zrobić to mała pomoc w prowadzeniu firmy. Niby nie znam się na pojazdach, ale coraz bardziej orientuję się w częściach czy paliwach, więc zaczynam kierować sklepem. W soboty zazwyczaj nie ma już klientów, jedynie pojedyncze osoby przyjadą po jakieś drobne części lub paliwo, najczęściej są to osoby, które wyjeżdżają gdzieś i muszą zaopatrzyć pojazd we wszystko, co potrzebne.
Siedziałam na stołku za wysoką ladą, w tym samym miejscu, gdzie parę dni temu stała osoba, która ciągle zakrzątała mi głowę, choć nie powinna. Aby się czymś zająć włączyłam komputer i zaczęłam przeglądać jakieś bezsensowne strony. Nudziło mi się coraz bardziej, cicho włączyłam moją ulubioną piosenkę i zaczęłam do niej śpiewać, kręcąc się na stołku i ciągle gapiąc się w jasny ekran monitora.
-Nie dość, że śliczna, to jeszcze jaka utalentowana- usłyszałam przed sobą przepełniony kpiną zachrypnięty głos, który poznałam od razu. Z lekką obawą podniosłam głowę…

-To chyba jakiś żart- podsumowałam.

3 komentarze:

  1. Harry i motor ... Hm przyzwyczaje sie :D Narazie to sa poczatki i sie rozkreca ale czyta sie lekko i naprawde skladnie piszesz :)
    @middleofmyworld

    OdpowiedzUsuń
  2. masz komcia i sie jaraj kłamczucho xd
    noo tak wgl całkiem nieźle soo może bd od czasu do czasu zaglądać :3 no i ten warsztacik taty...hmm hmm brzmi nieco znajomo hahahha ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. głupia cipo jak mnie znalazłaś ugh specjalnie zmieniłam profil hahaha xd

      Usuń